Trzeba przekraczać swoje granice

Dyplomowany cukiernik z tytułem mistrzowskim, specjalista w dekoracji tortów w stylu angielskim, miłośniczka tortów wielopiętrowych oraz anatomicznych figurek. Zdobywczyni złotego medalu w Mistrzostwach Świata w Luksemburgu – Villeroy et Boch Culinary World Cup / Expogast 2018 in Luxemburg. Na łamach „Biznes Restauracje & Catering” rozmawiamy z Ewą Drzewicką, właścicielką pracowni Jula Smakula.

2019-12-26 12:35:40

Pieczenie ciast od zawsze było Pani pasją czy jednak to decyzja bardziej spontaniczna?

– Zawód cukiernika jest bardzo ciężki, a do tego ja nie kończyłam żadnych szkół gastronomicznych, jestem samoukiem. Obudziłam się któregoś dnia i stwierdziłam, że będę robić torty, które zawsze w jakiś sposób przewijały się w moim życiu. Oczywiście kompletnie amatorsko, bo robiłam tort na ślub brata czy na urodziny córki. Pierwszy tort w masie cukrowej zrobiłam właśnie dla córki i wtedy poczułam, że to jest chyba dobra droga dla mnie. A jak już do czegoś się zabieram, to zawsze staram się to robić konkretnie i porządnie, więc poszłam na kursy przyuczające do zawodu i zrobiłam czeladnika cukiernictwa. Kolejnym krokiem były artykuły do „Cukiernictwa i Piekarstwa” i doszłam do wniosku, że wystartuję w konkursie cukierniczym, bo jak spadać, to z wysokiego konia.

Jeśli mowa o konkursie, to pomówmy chwilę o sukcesach. W listopadzie zdobyła Pani złoty medal na Mistrzostwach Świata w Luksemburgu – Villeroy et Boch Culinary World Cup / Expogast 2018 in Luxemburg.

– Śmieję się, że jestem dzieckiem Expo Sweet, bo od tego zaczęła się moja przygoda z konkursami cukierniczymi. Polecam wszystkim udział w konkursach, ponieważ nigdzie tyle człowiek się nie nauczy i nic mu tak w głowie długo nie zostanie, jak podejmowanie tego typu wyzwań. To jest taka walka z samym sobą. Tych Expo Sweet było chyba w moim życiu już sześć. Natomiast rzeczywiście marzyło mi się pojechać jeszcze dalej, bo uważam, że nie można stanąć w miejscu, trzeba cały czas się rozwijać, szukać nowych wyzwań, przekraczać swoje granice. Moim takim przekroczeniem granic były właśnie mistrzostwa świata w Luksemburgu. Zadzwonił do mnie Sebastian Krauzowicz, który jest trenerem kadry i zapytał, czy chcę pojechać. Bardzo się ucieszyłam z tej propozycji, ale powiedziałam, że chcę jechać z dziewczynami i tak się stało, że nasza trójka, czyli Renata Martyna i Angelika Chwyć, znalazła się w Luksemburgu. Każda z nas zdobyła złoty medal.

Jak ta wygrana wpłynęła na Pani życie zawodowe?

– Cały czas mam wrażenie, że jestem szarą myszką i w ogóle tego nie odczuwam. To, co po wygranej powaliło mnie na kolana, to otrzymanie na Expo Sweet nagrody Branżowej Osobowości Roku. Nie mogłam uwierzyć w to, że ktoś taki jak ja, pracujący sześć lat w zawodzie, zostaje tak wysoko oceniony przez ludzi pracujących w tej branży kilkanaście lat. Ci ludzie zrobili w niej znacznie więcej niż ja. To było po prostu niewiarygodne i dopiero wtedy pomyślałam, że może wcale to, co robię, nie jest tak małe i nieistotne, a droga, która obrałam, jest właściwa.

Na podstawie tego, co Pani opowiada, nasuwa mi się wniosek, że jest Pani skromną i pełną pokory osobą. Proszę powiedzieć, jakimi cechami kieruje się Pani, tworząc absolutnie wyjątkowe desery.

– Dobrze, że żyjemy we współczesnych czasach, bo inaczej ktoś mógłby spalić mnie na stosie. Ja jestem wiedźmą i mi się to wszystko śni. Tak właśnie przyśnił mi się tygrys, który wygrał złoto na mistrzostwach świata. Wstałam rano i już wiedziałam, że to będzie mały tygrys, a resztę już sobie dopracowałam. Kiedy na Expo Sweet zajęłam drugie miejsce na mistrzostwach Polski, robiłam pracę Leonardo da Vinci, poświęconą jego życiu i geniuszowi. W październiku obudziłam się z wizją, że robię Leonarda. Często tak jest, że ta wena spływa, ale później to wszystko trzeba sobie dopracować.

Jeśli mowa o inspiracjach, to przygotowała Pani niesamowity tort na motylkową galą wieńczącą konkurs Wielkopolski Kucharz Roku 2019.

– Mam ogromne szczęście, że cztery lata temu los splótł moje drogi z Joanną Ochniak. Przygotowywałam wówczas pierwszy tort na konkurs Wielkopolski Kucharz Roku. Asię urzekło to, że zrobiłam granatowe motyle, nie wiedząc, że ona będzie miała granatową suknię. Gdy stała przy tym torcie, wyglądało to po prostu bajecznie. Motyle są niesamowite i Asia jest w nich zakochana, one świadczą o takiej radości życia, krótkiej i przepięknej chwili. Ale motyle są też lekkie, więc te torty muszą być lekkie. Stąd od dwóch lat chodził nam po głowie pomysł, żeby zrobić tort, który będzie zjeżdżał z sufitu. Za każdym razem zastanawiam się, jak uchwycić tym razem te motyle. To jest tak, że Asia pokazuje kolory, a ja drugiego dnia mam już projekt tortu na dany rok. W tym roku Asia zasugerowała się kolorem roku 2019, którym jest koral.

Jaki plan na przyszłość?

­– Cały czas mam niedosyt, że nie ukończyłam żadnej szkoły gastronomicznej i stwierdziłam, że będę się namiętnie szkolić. Tak jak wspomniałam wcześniej, nie powinno stawać się w miejscu, tylko cały czas powinniśmy starać się rozwijać. Zwłaszcza w naszej branży jest to niezwykle istotne.

Rozmawiała: Monika Cichowska

Foto: Piotr Gilarski

ZNAJDŹ NAS: